Jak zamęczyć partnera w programie zarobkowym? Pomoc vs nachalność

zameczyc partneraIm więcej rozmawiam z ludźmi działającymi w programach revshare i innych internetowych systemach dających różne możliwości zarobku, tym więcej mam inspiracji do pisania tekstów na bloga. Zdecydowanie. I dzisiaj kolejna taka inspiracja na tapecie 🙂

Kilka słów wstępu: niedawno dołączyłam sobie z cicha pęk do jednego z programów, który dla odmiany nie jest systemem revshare, ale daje inną sposobność zarobienia pieniędzy. Plan owego spodobał mi się na tyle, że zdecydowałam się dołączyć, mimo faktu, że ostatnio z takich internetowych metod zarabiania kręcą mnie praktycznie tylko revshare. No ale jak nie spróbujesz to się nie dowiesz, więc zdecydowałam – niech tam, zapiszę się, poprzypatruję, jak mi się spodoba, to podziałam.

I w zasadzie ów system szybko zaczął mi się podobać, zwłaszcza, że nie zdążyłam w nim jeszcze nic zrobić, a już spadli mi z góry pierwsi poleceni. Myślę więc: nie no, pięknie, grupa wyżej pracuje, mój sponsor (świetny facet, znany mi już z innych programów revshare) spina się, działa, no to dobry znak.

No i okazało się, że ktoś tam z działających wyżej robi szkolenie, coś w stylu pierwszych kroków w programie itd. Pomyślałam sobie, no fajnie, dawno w revshare nie widziałam czegoś takiego. W programach działających na zasadzie MLM – oczywiście, tam jest to bardzo popularne (tzn latanie na szkolenia co drugi dzień i pasienie człowieka motywacją aż do zesłabienia), no ale postanowiłam, że się zapiszę, obejrzę prezentację, czegoś nauczę i przy okazji dowiem, co zobaczą moi ewentualni przyszli partnerzy, jeśli zdecyduję się działać i wyślę ich na takie szkolenie z pierwszych kroków.

Odpalam o ustalonej godzinie, kilka osób siedzi, prowadzący jest,  szkolenie rusza. Pierwsza połowa – luz, kilka ważnych wskazówek, całkiem ok, nie powiem, nawet kilka rzeczy sobie zanotowałam. Ale potem…

Kurde.

Przecieram oczy ze zdumienia, i słyszę jak facet mówi coś o tym, że jak będziemy prowadzić ostro rozmowy po co najmniej 5 godzin dziennie i zapraszać ludzi na takie webinary, to w pół roku możemy zarobić nawet ileś-tam-dziesiąt tysięcy zł. Bo przecież chcemy to, tamto, owamto, itd. itd.. Możemy nawet 10 godzin dziennie pracować to wtedy jeszcze więcej zyskamy, i nie mamy robić nic innego jak tylko zapraszać na webinary. Oni nas wyszkolą żeby dużo rozmówi prowadzić, plus po minimum 2 osoby zapraszać na każdą prezentację, potem nauczą robić konferencje i sami je będziemy robić itd. itd.

Brrr…

Chwila, chwila, ale czy ja mówiłam, że tego chcę? 🙂

Bez urazy, ale ja tam do wielu programów wchodzę nie tylko dla zysku, ale i dla przyjemności, fajnych relacji z ludźmi, kontaktów, pogaduszek itd. A mam (… pracując i działając sobie na luzie w innych programach, z których czerpię sporo przyjemności), wykroić z życia dodatkowe 5 godzin po to, żeby jak za przeproszeniem oszołom latać i zapraszać ludzi na webinary?

A osoby, które zaproszę, mam wysłać na szkolenie o takim charakterze wiedząc, że oni pracują na etatach, mają dom, dzieci, obowiązki i chcą sobie po prostu działać powoli a nie pod presją „ilość, ilość, statystyka, ilość, zapraszaj, zapraszaj!” ?

Ale to jeszcze nie wszystko.

Dowiedziałam się, że nie wolno mi osobom, które chcę zaprosić na szkolenio-prezentację dawać linka do rejestracji bo mogą się samodzielnie bidulki źle zapisać, a w ogóle to mam nawet kompletnie nie odpowiadać na pytania o jakim programie mówię i co to za system, bo… jak ktoś nie widzi szansy w biznesie życia, który mu proponujesz, no to sorry, jego sprawa. Kij, że on przecież nie wie o jakim biznesie mowa (sic!), ani czy w nim już nie jest, ja mam go po prostu zaciągnąć na webinar, a jak nie chce, to jego strata. Pffff.

Poczułam się z deczka jak w MLM, i to takim podszytym lekką schizą (bez urazy). Przerabiałam to, i pisali już do mnie ludzi tak właśnie szkoleni –  a ja ani razu nie poszłam na oglądanie prezentacji czegoś, o czym pojęcia nie miałam i czego sobie nie sprawdziłam. Koniec i kropka.

A najlepsze, że ten program, do którego weszłam jest naprawdę ciekawy!
No jak można było mi go tak zmaścić takim „szkoleniem”?

Na szczęście po chwili zreflektowałam się, że to nie jest szkolenie firmowe (chwała!), tylko prowadzone przez grupę ludzi działających w programie, którzy to właśnie taką obrali sobie drogę pomagania nowo zarejestrowanym, żeby  wg nich „jak najszybciej zaczęli odnosić efekty”.

Pomoc partnerom – rozumiem, jasne, ale to mi pachniało po prostu przymuszaniem do robienia czegoś, o co nikt mnie nie spytał, czy chcę robić.

To jeszcze pomoc czy już dociskanie butem?

Ok, wolna wola, jeśli dla Was to działa – to trzymam kciuki.
Ba – zdaję sobie nawet sprawę z tego, że niektórzy lubią pracować pod taką presją, a jak nie czują na plecach przysłowiowego bata, to nic nie zrobią. I ok, ja tam nic przeciwko masochizmowi nie mam, ale proszę nie wrzucać wszystkich ludzi do jednego worka…

Niektórzy mają inne metody działania, i świetnie im one wychodzą. I to bez żadnego zapraszania na webinary, i pod niemalże obowiązkiem paru godzin codziennych rozmów! Metody, w których na pytania drugiego człowieka odpowiadasz, a nie każesz mu leźć gdzieś oglądać coś, i za nic w świecie nie powiesz mu nazwy biznesu. Mam dziennie na priv na FB kilka do kilkunastu wiadomości zapraszających mnie na cud prezentacje i webinary. I na żadne nie chodzę. Nie znam tych ludzi, nie mówią mi o co chodzi, a upierają się, że stracę życiową okazję. 50% ciśnie mi to na uszy…i oczekuje, że przylecę na ich szkolenie. Taaak już pędzę. Drugie tyle rzuca link i mówi „wchodź w to i zarobisz fortunę”. Obie grupy są  u mnie spalone, zwłaszcza, że ich nie znam.

Chcesz cisnąć 5 godzin dziennie? Ciśnij.
Chcesz nabijać „zaproszenia” na akord? Nabijaj.

Ale na Odyna (czy innego tam) nie paś mnie takimi szkoleniami, bo psujesz mi przyjemność jaką zamierzam mieć działając w tym programie.

A na koniec tego „duszenia” nowego partnera taka ciekawostka:

Dzień po szkoleniu jedna z osób pyta mnie czy już przygotowałam sobie listę kontaktów, którą obdzwonię, czy z którą porozmawiam… O matko, zatem jeszcze mam komuś składać raporty ze swoich działań? No żeby nie czasem;)
P.S czy to lista 100 jak w mlm czy jak?

Swojego czasu gdzieś tu nawet na blogu pisałam o takiej liście, i rzeczywiście na początku działania w marketingu rekomendacyjnym jest ona całkiem przydatna, ale jak babcię kocham… wszystkich karmić tworzeniem listy, i min. 5 godzinami roboty dziennie?

No dobrze, przerysowuję, 5 godzin to nie jest wiele, ale nacisk i nachalność jaką poczułam na tym szkoleniu to normalnie ciarki po plecach.
Czy ja mogę sobie działać tak, jak sama chcę? Czy też będę odpytywana co parę dni ile to już osób wprowadziłam do systemu?
No dajcie spokój… Nie jesteśmy w szkole.

Zarabianie ma być przyjemnością, a nie zasuwaniem pod biczykiem sponsorów z którejś tam linii wyżej. Przynajmniej dla mnie.
Po co o tym piszę?

Bo przy działaniu w revshare’ach chyba już mi się zrobiło na tyle fajnie, że jak odczuwam nacisk i presję to z miejsca przewraca mi się w żołądku.

Być może jestem takim typem. Nacisk, atak, próba wymuszania czegoś, czy zmuszania mnie w mniej lub bardziej zawoalowany sposób do czegokolwiek, budzi we mnie odruch wręcz przeciwny do zamierzania osoby, która to robi.

I tym sposobem na „webinarium” dotyczące pierwszych kroków w tym programie nikogo już nie zaproszę, dzięki piękne. Ludzie, którzy przychodzą do mnie czy to na Facebooku czy z tego bloga, zwykle nie chcą żeby im wpychać nóż do gardła i mówić, że czeka ich ciężka robota po 5 godzin dziennie albo i po 10 (a i ja sama takiej nie szukam!) , a do tego nie wolno im nic nie mówić o biznesie, robić jakieś tajemnice i wysyłać człowieka na siłę na prezentację czegoś, w czym on już być może działa…

Oczywiście, że w każdym systemie zarabiania w sieci trzeba coś wykonać, czy to odklikać, czy kogoś do programu wprowadzić, czy coś kupić, żeby mieć z tego więcej, ale to ma być wg mnie przyjemne. Powtórzę: Przyjemne.

No chyba, że mam tu jakiś mylny odbiór sytuacji?

Podsumowując już te moje wywody: jeśli chcesz zamęczyć partnera w programie zarobkowym, przerazić go i zniechęcić, to skuteczne patenty masz wyżej. 😉

A jak Wy to widzicie?

Czy pomoc sponsora wg was powinna być stosunkowo luźna, bo ma być i kasa i przyjemności, czy też podoba się Wam pomoc na zasadzie opisanej wyżej, codzienna kontrola, pressing, zasuwanie na ilość i odpytywanie z efektów, nie zapominając o całej reszcie opisanej sytuacji wyżej?

A może jednak to drugie?

.

 

18 komentarzy

  • Jeżeli ktoś nie chce to nic na siłę. Można kogoś nakierować, ale presja moim zdaniem tu nic nie da. Na spokojnie na luzie bo kto chce ten zarobi w Marketingu.

    • Aleksandra Niedzielska

      Dokładnie tak samo myślę, kto chce, ten zarobi i znajdzie i drogę i sposób. Pomoc jest potrzebna, sama zresztą korzystam z pomocy moich sponsorów gdy jej potrzebuję, ale już presja i nacisk otwierają mi nóż w kieszeni 😉

  • Co o za program jesli mozna wiedziec? Akurat szukam czegos do dyresyfikacji 😉

  • Katarzyna Bednarek

    Ktoś chyba wypadł z jakiejś firmy MLM 😉 Mi też zawsze się cofało na myśl o telefonach do znajomych i namawianiu ich na spotkania. Wykonałam kilka takich telefonów w swoim życiu i zawsze czułam, że to nie jest do końca uczciwe, ściągać ludzi na spotkanie i wrzucać do jednego wora. Zdecydowanie wolę wysłać prezentację i poczekać aż ktoś sam dojrzeje do decyzji. Świadomie i z kompletną wiedzą 🙂

    • Aleksandra Niedzielska

      A no właśnie:) Podobno dopóki ktoś sam nie dojrzeje do pewnej formy zarabiania czy biznesu to próby wciskania mu czegokolwiek (czy to programu, produktu czy pomocy) nie tylko nie odniosą dobrego efektu, ale wręcz odrzucą.

  • Włodzimierz Salamon

    Odpowiedź jest dla mnie oczywista,luz.Po to szukamy w sieci różnych form zarabiania aby uciec od etatowego szefa z rózgą.No chyba,że ktoś lubi 😉

    • Aleksandra Niedzielska

      Jednym słowem dla każdego coś miłego;) .. byle nie pakować do jednego worka wszystkich. Bo i gusta różne i metody działania.

  • Nie dziwię się, że druga część tego szkolenia zirytowała Cię. Dokąd ma prowadzić takie szklenie owiane tajemnicą? Jeżeli w coś wchodzę chcę znać jak najwięcej szczegółów od osoby do której mam zaufanie, a nie na szkoleniu od osoby, której nie znam i nie wiem czy mogę jej zaufać. A B S U R D, B E Z S E N S!!!

    • Aleksandra Niedzielska

      A no właśnie. Chyba, że ktoś tutaj zapomniał, że ludzie idą do ludzi, a nie do spamerów z privów facebookowych, których nie znają, którym nie ufają, i którzy zapraszają ich nie wiem gdzie, na nie wiem co i mówią, że to hit… To już zdecydowanie stare metody i na moje oko nie działają. Ale mogę się mylić.:)

  • To mi przypomina czasy z początków Amway w Polsce. Byłam młodą siksą nic nie wiedzącą o świecie, kiedy koleżanka zaprosiła mnie na „fajne spotkanie”. Za nic nie chciała powiedzieć, co to za spotkanie. Poszłam, bo koleżanka zapraszała przecież. Została mi trauma na całe życie. Mam ciarki, kiedy słyszę lub widzę coś podobnego i unikam, jak ognia.
    Zgadzam się z Tobą w 100% Olu, jeśli komuś coś takiego odpowiada OK, ale każdy ma swój sposób na życie, swoje tempo rozwoju i wara od tego ( uruchamia się we mnie agresja, kiedy coś takiego słyszę lub widzę,przepraszam:-), tym bardziej, że dzisiaj się właśnie tych zapraszających nawet nie zna.
    Pozdrawiam i powodzenia życzę na własnej drodze:-)

    • Aleksandra Niedzielska

      Dziękuję i również powodzenia:)

      P.S Właśnie najciekawsze jest to, o czym wspomniałaś: wielu osobom po takich działaniach zostaje „trauma” i nawet jeśli program jest ciekawy, system ok itd, to potem niesmak zostaje, a jeśli nie lubisz tego, co robisz to trudniej się do tego przekonać. Takie to trochę jak strzelanie sobie samemu w stopę.. albo potencjalnie rokującym partnerom.

  • Świetny wpis Aleksandra 🙂 moje zdanie jest takie że im więcej się spinamy, im więcej musimy tym gorzej nam wszystko wychodzi. Zauważyłem to wiele razy w pracy i podczas działań w marketingu, im bardziej się spinałem, im bardziej chciałem musiałem to efekty były marne. Teraz gdy zacząłem się bawić marketingiem, kiedy zacząłem testować pewne rzeczy, ale kierując się zasadą że ma to być dla mnie przyjemne i ma być zabawą i sprawiać mi masę radości to efekty są dużo lepsze nić na spince :). Zatem polecam się dobrze bawić i podchodzić do wszystkiego na luzie a wtedy na pewno nikt się nie wypali po 2-3 tygodniach 🙂

  • „A jak Wy to widzicie?

    Czy pomoc sponsora wg was powinna być stosunkowo luźna, bo ma być i kasa i przyjemności, czy też podoba się Wam pomoc na zasadzie opisanej wyżej, codzienna kontrola, pressing, zasuwanie na ilość i odpytywanie z efektów, nie zapominając o całej reszcie opisanej sytuacji wyżej?”

    ————————————————————————————-

    To trochę mi się kojarzy z wizytą w sklepie odzieżowym i nachalnie miłą sprzedawczynią, która biega za klientami i ciągle pyta co pomoc, co doradzić. A ja sam wolę sobie pobuszować po sklepie, wybrać interesującą mnie rzecz i pójść z nią do kasy.

    Jeśli rozmawiamy o programach Revenue Share, to tak zwany „sponsor” praktycznie NIE jest mi potrzebny (jedynie przydaje się do dostarczania reflinku przekierowującego do zapisu).

    Bo do czego jeszcze może mi być potrzebny „sponsor” w programie Revenue Share?
    Ma mi pokazać gdzie wpisać imię i nazwisko podczas rejestracji?
    Napisać gdzie trzeba kliknąć, żeby kupić Adpacki?

    Bez przesady, do tego wystarczy podstawowa znajomość języka angielskiego, a ostatecznie nawet i translator Google.

    Trochę już przerobiłem programów zarobkowych i jeszcze nigdy nie pisałem do swojego „sponsora’, Bo i po co?

    Jeśli mam jakieś wątpliwości, niejasności to czytam FAQ danego programu, wcześniej przed zapisem zapoznaje się oczywiście szczegółowo z regulaminem, a jesli w dalszym ciągu nurtują mnie jakieś pytania to piszę bezpośrednio do obsługi programu.

    Oczywiście zapisuje się do programów z ref-linków, mnie to nic nie kosztuje, a ktoś ma przynajmniej dodatkowy zarobek.

    „Sponsor” jest mi właściwie potrzeby do odpowiednio szybkiego poinformowania mnie o jakimś fajnym, nowym programie, który pojawia się na horyzoncie (za to wynagradzam takiego szybkiego „sponsora” skorzystaniem z jego reflinku).

    „Sponsor” – to też trochę śmieszna i nadużywana nazwa. Bo tak naprawdę sponsorem są tutaj osoby korzystające z reflinka, a nie osoba polecająca dany program. To wpłacający pieniądze sponsorują polecającego (on ma prowizje), a nie odwrotnie 😉

    No i oczywiście wielu promotorów wykorzystuje tak zwany „sponsoring” jako dobry chwyt reklamowy podczas łapania poleconych. Mam na myśli reklamy typu: „Zapisz się z mojego refinku – żaden „Sponsor” tak nie pomaga poleconym jak ja” itp.

    No ale w czym ten „Sponsor” ma mi pomóc? No w czym? ;p

  • Aleksandra Niedzielska

    Ha, Owl jak miło Cię widzieć:)
    A no to powiem Ci do czego potrzebny jest sponsor, bo tak się składa, że dzięki Twojej stronie – de facto właśnie z instrukcjami dot. buxów zapisałam się od Ciebie do kilku programów (neobux, clixsense itp) – na początku mojego działania w tego rodzaju biznesach, i wertowałam Twoją stronę właśnie w poszukiwaniu tego, co nazywasz „niepotrzebnym” 🙂 Czyli wskazówek co do tego jak zrobić to czy tamto, jak zarabiać więcej, jak ogarnąć to i tamto.
    I Twoje rady bardzo mi pomogły.

    Mało tego, angielski jako tako znam, ale i tak wolałam pewne instrukcje przeczytać w języku polskim, i móc kogoś o coś podpytać. Ba: pod Twoimi wpisami są moje komentarze, w których (jeszcze wtedy nie spod własnego imienia i nazwiska) pytałam Cię o różne techniczne szczegóły, a Ty odpowiadałeś.
    I wiesz jak to było wtedy dla mnie ważne? Poważnie: bardzo mi pomogłeś na starcie.

    I chociaz dzisiaj pewne rzeczy wydają mi się banalnie łatwe, a dziś mało kogo o takie sprawy pytam, bo już „ogarniam”, to wiele osób – tak, jak wtedy ja, potrzebuje pomocy takiej prostej, technicznej, konkretnej. Nawet jeśli zna angielski.

    I przecież doskonale o tym wiesz, skoro piszesz bloga z poradami, opisami, dowodami wypłat itd.
    🙂

    P.S pozdrawiam serdecznie i dziękuję 🙂

    • No i jak tutaj dyskutować z tak mocnymi argumentami? Poddaję się ;p

      A tak poważniej to dzięki, to miłe, że kojarzysz mnie i mojego bloga. Fajnie, że mój blog mógł się do czegoś przydać, szczególnie na początku przygody z zarabianiem.

      Ciesze się też, ze trafiłem na Twojego bloga – fajnie się Ciebie czyta, lubię czytać takie luźne przemyślenia – jak w tym tutaj poście.

      To ja dziękuję i oczywiście Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz