MLM – jak nie zamęczyć znajomych na śmierć?

przyjacielePoszukiwanie kontaktów i nowych partnerów, którzy w biznesie marketingu wielopoziomowego są niezbędni, większość osób zaczyna od bliskich znajomych. Trudno się temu dziwić: oczyma wyobraźni układamy już sobie w głowie listę przyjaciół, którzy pasowaliby do naszego biznesu i do których koniecznie trzeba zadzwonić.

…i w tym momencie zaczyna się ich systematyczne zamęczanie na śmierć.

Wykręcamy pierwszy numer, hurraoptymistycznie opowiadamy o biznesie, czuć od nas niepohamowany entuzjazm, coś mówimy, tłumaczymy, snujemy wizję milionów, a bogu ducha winny człowiek po drugiej stronie słuchawki odbiera nasze gadanie jak bełkot, bez konkretów, z mnóstwem marzeń i niepodpartych wiedzą faktów. Ale męczymy dalej… w zapędzie rozmowy nawet nie widząc, gdzie popełniamy błąd.

Rozmowa najczęściej kończy się tak, że znajomy „musi lecieć” i „pogadamy kiedy indziej”, dziecko mu płacze, musi wyjść z psem itd. itd. I to jest… klasyczna wymówka i spławiania natręta. Koniec nie tylko rozmowy ale i szansy, że ten człowiek zacznie z nami współpracować.

Dlaczego?

Powodów jest kilka:

  • Dopiero weszliśmy do biznesu i nie chciało nam się dokładnie poznać produktu, więc to, co mówimy brzmi niewiarygodnie
  • Nie douczyliśmy się i „strzelaliśmy” ślepakami (zadaj sobie pytanie: Czy potrafię odpowiedzieć chociaż na 20% pytań dotyczących produktu, do którego zachęcam?)
  • Nie znamy odpowiedzi na żadne stawiane pytania i tak naprawdę nawet nie słuchamy znajomego pławiąc się we własnych słowach jakie do niego kierujemy (a przecież nie po to dwoje uszu i jeden język dano…)
  • Rzuciliśmy się na rozmówcę jak myśliwy na swą ofiarę, nie pytając nawet co u niego, jak leci, jak się czuje Żona czy dziecko, czy już doszedł do siebie po ostatniej chorobie itd. itd.
  • Zachowujemy się inaczej niż zwykle co sprawia, że znajomy ma wrażenie jakbyśmy mu coś wciskali (a kto to lubi?)
  • Nie zachowaliśmy się jak profesjonaliści, a jak amatorzy (lub co gorsza pozerzy, którzy udają, że już mają fortunę prawie, prawie w kieszeni)
  • Nie pokazaliśmy rzetelnie rozmówcy jakie szanse przed nim stoją, a jeśli próbowaliśmy, to brzmiało to jak bełkot furiata

Jak nie zamęczyć znajomych na śmierć?

Wystarczy wczuć się przez moment w nich samych. Postawić się w ich sytuacji.

Czy gdyby zadzwonił do nas kolega Edzio hydraulik i przez 10 minut ni z gruszki ni z pietruszki jak nakręcony opowiadał o biznesie i wielkiej forsie, która leży na wyciągnięcie dłoni i wystarczy, że wejdziemy z nim w ten biznes i za chwilę będzie milionerami jeżdżącymi BMW i opalającymi się na Ibizie, to czy byśmy mu uwierzyli?

Hm, chyba, że oferowałby skok na bank… ale prawdopodobnie wtedy też nie chcielibyśmy być w jego zespole.

P.S Po takich już na starcie spalonych rozmowach początkujący w mlm dzwonią do swoich przyjaciół ponownie i ponownie. Pytają, opowiadają, marudzą. Wysyłają umowę do podpisania, choć nikt ich o to nie prosił. Wysyłają plan marketingowy. Spis prowizji. Dalej robią się nerwowi i wciskają tą samą rozmowę Żonie znajomego. I znów. I jeszcze raz. I jeszcze. Niektórzy zdeterminowani dopadną nawet dziecko wracające ze szkoły.

A potem są niezwykle zdziwieni tym, dlaczego stracili znajomych.

2 komentarze

  • Ola! Cóż za esencja! 🙂 Dokładnie opisałaś zachowania ludzi przystępujących do biznesu marketingu sieciowego! Co gorsza, po trzech telefonach taka osoba stwierdza, że To nie działa i staje się to początkiem końca tej osoby w Tym biznesie! Do następnego razu, kiedy trafi się jej nowy świetny biznes 😉
    Krążące opinie o braku zarobków w biznesie MLM są w tym wypadku uzasadnione 🙂 Martwi mnie to, że tak niewiele osób potrafi nauczyć nowicjuszy pewnych cech. Należą do nich przede wszystkim: cierpliwość, konsekwencja, systematyczność i dobry plan działania jako narzędzie.
    Może nie każdy ma ku temu predyspozycje? (nabyte lub wrodzone)

  • Dlatego podejście „łowy przez internet – dopinanie 1 na 1” jest jedyną metodą prowadzenia tego biznesu.

Dodaj komentarz