Zwalniam Cię Niedzielska

zwalniamZwalniam Cię Niedzielska. Jeśli nie przyjdziesz jutro do pracy, to możesz się więcej nie pokazywać i dostaniesz dyscyplinarkę. I będziesz to miała w papierach – powiedział wiele lat temu jeden z moich pierwszych szefów.

To był McDonald, Gdynia. Robiłam wtedy pierwszy semestr studiów, na których mi zależało i dodatkowo postanowiłam pracować. A że były to studia dzienne to i pracy szukałam pod szczytnym wtedy hasłem „praca elastyczna”, … i tak trafiłam do McDonalda. Miałam pracować bodajże 3 czy 4 dni w tygodniu, i przy rekrutacji zapewniano mnie, że godziny będę mogła sobie elastycznie dopasować do studiów. Chyba nawet dali mi to na papierze. No i po 3 czy 4 dniach pracy dowiedziałam się, że mam przyjść kolejnego dnia. A wtedy miałam zajęcia. Nie zgodziłam się, więc usłyszałam to, co przeczytaliście wyżej.

Jak to? No przecież mam na piśmie, że elastyczne godziny, mam umowę, taka była rozmowa na rekrutacji a tu… dlaczego? Itd itd. Dziesiątki pytań i jedna odpowiedź: Jeśli nie przyjdziesz jutro do pracy, to możesz się więcej nie pokazywać i dostaniesz dyscyplinarkę.

Całe szczęście, że nie miałam dzieci na utrzymaniu ani żadnych długów do spłacenia. Podziękowałam za pracę i wyszłam. Tak, i dostałam dyscyplinarkę – zgodnie z zapowiedzią szefa. Mogłam się sądzić itd, – ale nie miałam na to ani pieniędzy ani czasu.

Czy ktoś mnie uprzedził, że reguły gry tak szybko się zmienią? A no nie…
Ale wybór czy „ja na to idę” czy nie – zależał ode mnie. Nie poszłam na to. Miałam inne priorytety.

Jakiś czas później, nie pamiętam czy rok czy dwa – wyjechałam do pracy do Niemiec. Miałam zajmować się starszą panią – opieka, posiłki, i takie tam. Na rękę miało być 1200 € + zakwaterowanie i posiłki. Okazało się jednak inaczej. Już na miejscu wysokość wynagrodzenia zmieniono – znacznie w dół oczywiście, + okazało się, że do kilku rzeczy muszę jeszcze dopłacić.

Czy ktoś mnie uprzedził, że reguły gry się zmienią? A no niestety nie.
Ale wybór czy „ja na to idę” czy nie – zależał ode mnie. Poszłam na to. Bo nowa stawka i tak była dużo lepsza niż w Polsce, bo i tak już byłam w Niemczech, bo i tak był to dla mnie deal – chociaż mniejszy.

Nie wiem jak u Was, ale pracodawcy często zmieniają zasady gry i zdaje się, że naprawdę rzadko kiedy uprzedzają o tym, że coś się zmieni.

I znów: wybór jest Twój, czyli albo się godzisz i zostajesz, albo się nie godzisz i odchodzisz.

 

Możesz też się z nimi sądzić, i np. zgłosić sprawę do różnych urzędów – jeśli masz na to czas i pieniądze. Możesz też obsmarować ich w internecie – i masz do tego prawo, o ile masz dowody na to, że zmienili zasady tak, że złamali firmowy/pracowniczy regulamin, czy inaczej spisane zasady, panujące od początku, i na które miałeś gwarancję itd.
Czasem te dowody są, a czasem ich nie ma.

 

Jakiś czas temu instalowałam Windows 10 – bo w poprzedniej wersji mogły być dziury, bo nie była już aktualizowana itd. A lubiłam poprzednią wersję. Bardzo lubiłam. Za to nowa od razu „rozwaliła” mi pracę:  okazało się, że muszę spędzić w kij czasu na znalezieniu w sieci jakiś sterowników do drukarki, bo bez tego nie pasowała do Windows 10. Okazało się też, że moja ówczesna kamera nie jest już przez producenta produkowana (Logitech) i nie ma do niej tego czegoś, co pozwoliłoby jej działać z Windows 10.

Byłam wściekła jak sto fajerek. Nawet bluzgnęłam kilka razy i odreagowałam w drewutni (bo rąbanie drewna  mnie odstresowuje). No jak mogli wprowadzić nowy system, niemal mnie zmusić do jego założenia i nie pomyśleć, że kupa dobrego sprzętu może z tym shitem nie działać?!

Musiałam kupić nową kamerę –  wydatek rzędu 200+, zupełnie nieplanowany. Wrrrrr.

Czy ktoś mnie uprzedził, że Windows tak zmieni system? Czy ktoś mówił, że inne sprzęty nie będą z nim kompatybilne i że będę musiała do tego rzekomo darmowego interesu – dopłacić?  A no niestety nie.

Ale wybór czy „ja na to idę” czy nie – zależał ode mnie. Poszłam na to. Bo przecież nie chciałam systemu, który wpuści mi na komputer jakieś wirusy i się szybko zarchaizuje.

Niestety. Dzisiaj nawet lubię Windows 10 i podobają mi się jego rozwiązania, ale wtedy byłam mocno wkurzona.

 

Z innej beczki: zauważyliście, że ostatnio Facebook mocno tnie zasięg? Wymyślili sobie taką durnotę, że zasięg robią „serduszka”, „chichacze”, „zdziwione minki” i „wnerwy” ale już lajk nie robi zasięgu. No do ciężkiego licha, jeśli ja pracuję korzystając z Facebooka, to zasięg jest dla mnie ważny. Ale on został ciachnięty. Trudno jest zmuszać ludzi, żeby dawali „serduszka” przy postach, których „nie kochają”. Kto dziś w ogóle kocha jakiekolwiek posty?
Sama jak widzę fajny wpis u kogoś, to daję lajka, bo nie mogę się przełamać do „serduszkowania”. Nie wiem no, ale dając „love” czuję się jak dziecko w przedszkolu, albo jakbym wzięła kredki i malowała serduszka po ścianie. Brrr.

Czy ktoś mnie uprzedził, że Facebook sobie to wymyśli?
A czy ktoś mnie spytał o zdanie? Przecież siedzę na tym portalu, wyskakują mi ich reklamy, targetują mnie jak chcą i podsuwają mi do kupna produkty, myśli i treści, które są niejako ze mną związane. Stanowię dla nich czysty pieniądz, zarabiają na mnie i jeszcze zgodnie z regulaminem ( który musiałam zaakceptować, żeby mieć tu konto ) mają prawa do wszystkich zdjęć i treści jakie na FB wrzucam… Podpisałam to, jak każdy z Was.
I musieli mi jeszcze zabrać zasięg?!

No i zabrali.
Ale… wybór czy „ja na to idę” czy nie – zależał ode mnie. Poszłam na to. Bo przecież nawet z mniejszym zasięgiem – Facebook wciąż stanowi potężne źródło ruchu. Klientów. Odbioru. Targetu. Reklamy. Na dzień dzisiejszy trudno jest wyobrazić sobie pracę w marketingu – bez Facebooka. A ja przecież robię w marketingu.

No więc godzę się na te zmiany ( i do licha … na wszystkie kolejne), bo nie mam tak potężnej alternatywy do działań i reklamy – jak FB. Proste.

Ale wybór jest mój.

A jeszcze jakby tego było mało, to tak ze 4 lata temu (albo więcej, bo czas leci) Sephora usunęła ze swojej oferty wiśniowy peeling do ciała, który uwielbiałam! Bez zapowiedzi, bez słowa, wchodzę do sklepu – nie ma! I nie będzie proszę Pani, bo ten produkt został wycofany, ale mamy inne fajne (!?!?!). Zgroza.

Czy nie mogli mnie uprzedzić o takiej zmianie?! Kupiłabym sobie zapas aż do końca dat ważności i bym sobie miała. I co? I nico. 🙂 Nie ma produktu, nie mam wpływu, nikt nie pyta. Ale od tamtego czasu byłam w Sephorze tylko 1 raz. Bo to mój wybór. Bunt na pokładzie 🙂

 

Firma: jakakolwiek, czy to stacjonarna, czy czysto internetowa – sama decyduje o tym, co robi i co wprowadza. I możemy sobie być jej wiernymi klientami, pracownikami, liderami sprzedaży czy czym tam jeszcze. Ale to są ich zabawki – ich zasady.

Ale… Nasz wybór.
Cokolwiek nie zrobią – to My decydujemy, czy bawimy się z nimi dalej i pracujemy i kupujemy na nowych zasadach, czy też… opuszczamy tą szacowną piaskownicę i idziemy do innej.

To Ty decydujesz. I każda Twoja decyzja jest dobra, bo jest Twoja.

P.S Oczywiście, możesz narzekać i masz do tego prawo. Ale wpływ na to, co zostało już „zadecydowane” gdzieś u góry masz zazwyczaj żaden.

i… sam decyduj co z tym zrobisz 🙂

.

9 komentarzy

  • Ja kiedyś też miałam dyscyplinarne zwolnienie z pracy (za to że odchodziłam do konkurencji) ale wynajęłam prawnika od PP i wygrałam sprawę w sądzie (nawet dostałam odszkodowanie 🙂 ). Wtedy to w sumie nie był mój wybór gdyż to moi rodzice nakręcili bo nie mogli przyjąć do wiadomości że będę miała dyscyplinarne zwolnienie. Sprawa w sądzie nic strasznego akurat tu warto walczyć o swoje.

    • Mi wciskali, że potem nie znajdę żadnej pracy, że będzie się ciągnął smród itd itd. blablabla
      Zabawne, bo żaden z moich kolejnych pracodawców nigdy nie zerknął w żadne moje „straszne papiery” i nikt nie sprawdził , że mam na koncie dyscyplinarkę. A dodam nawet, że mam dwie 😉 I co? I nic.

      • Prawda jest taka, że jak pracujesz krótki czas i dostaniesz dyscyplinarkę, to wcale nie musisz pokazywać tego świadectwa pracy, wtedy nie widać dyscyplinarki 🙂
        Z drugiej strony to jakiś od chyba ponad 20 lat nikt nie pytał mnie o świadectwa pracy, sorry, Poczta Polska, tam wyliczali na tej podstawie czas urlopu czy coś.
        Jednak żaden prywatny zakład, lub spółka, nie wymagała świadectw pracy.
        Odnośnie Prawa Pracy i spraw z tym związanych, w tamtych czasach, jakiekolwiek sprawy były dla pracownika za Darmo, jednak już przegrana sprawa odwoławcza w sądzie wojewódzkim już ciągnęła za sobą koszty.
        Najważniejsze, że twoje wybory prowadzą cię po tej stronie, po której sama sobie jesteś szefem.

        • A właśnie – w ogóle mam wrażenie, że to całe „świadectwo pracy” to jest bujda na resorach potrzebna chyba tylko do tego, żeby przed emeryturą ( o ile będzie i o ile się jej dożyje), udowodnić urzędom, które przez ostatnie kilkadziesiąt lat jadły za nasze składki, że faktycznie je płaciliśmy i że coś się nam za to należy 😉
          -nie uważasz?

  • Tak moja rodzina też wtedy tak mówiła na temat tego zwolnienia że to tak nie może zostać bo to „hańba’ na całe życie 😀
    Sephora to mi wycofała kiedyś idealną bazę pod makijaż. Jeździłam po całej Warszawie aby wykupić pozostałe jeszcze gdzieś na magazynie te bazy i mieć na zapas 😀 L`Oreal za to wycofał super mazaki do ust, nigdzie indziej takich nie było. Oj była wtedy tragedia, koniec świata 😀 Jak oni tak mogli. A teraz odkąd mieszkam w Irlandii w ogóle się maluje i mam gdzieś wszystkie bazy i mazaki, ale wtedy to mi zrobili wielką przykrość.
    „Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.”

    • „Hańba” na całe życie? hahaha
      o ja Cię kręcę 😉 dobre!

      BTW: jeśli kiedyś trafi na ten wpis ktoś z Sephory to będą wiedzieć, że stracili przynajmniej 2 klientki. Mnie – bo wycofali produkt, który lubiłam i Ciebie – bo wyjechałaś do Irlandii, …ale tej bazy pod makijaż i tak im nie zapomnisz 😉

  • Genialne! 🙂
    Nie płacze się nad rozlanym mlekiem, bo przeczy się swojej własnej inteligencji. Poza tym nie ma błędów, są tylko lekcje.

  • A mnie rozwala jak np sieć kosmetyczna daje promocję, wszedzie to reklamują a potem się okazuje że przychodzisz do sklepu a promocja była „tylko do wyczerpanai zapasów” i już się wyczerpały.
    Ale tego samego dnia rano w tv reklama leciała.
    Gdzieś nas mają i tyle, chodzi o to żeby ludzie przyszli i kupili cokolwiek innego. A tak to wabiki.

  • Czasy takie, że firmy nieustannie zmieniają strategie biznesowe, by trzymać się peletonu. Klienci w zasadzie nie mają wyjścia i muszę się dostosować 🙂
    Ja np. też „nie chcem ale muszem” w wieku 40 lat zmienić branżę, bo moja się już kończy (dotacje unijne). No i co? Trzeba zapłacić cenę (masa czasu i nierzadko pieniędzy) i robić swoje…

Dodaj komentarz