InstaStory: tu się uczę gadania do kamery


instastoryNie, nie jestem typem osoby, która przed kamerą na instastory wymiata jak szalona i czuje się świetnie.

Nie jestem bossem live’ów na FB, nie potrafię paplać do kamery przez 2 godziny bez przerwy. Zdecydowanie nie.

Moim „miejscem” jest tło. Kartka papieru, klawiatura, arkusz, pisanie, tworzenie różnych usprawniaczy, „majsterkowanie” w sieci w poszukiwaniu lepszych rozwiązań, dumanie, przetwarzanie, dopracowywanie itd. itd. Ot, taka introwertyczna natura.

Ale…
Ale to nie znaczy, że nie lubię wyzwań 🙂 W ostatnich latach odczuwam coraz większą potrzebę odkrywania nowych rzeczy. Uczenia się. Szukania nowego. Docierania gdzieś indziej. Muskania tematów, które są mi obce i które czasem powodują na plecach nerwowe ciary. Po prostu to lubię. Zmiany, zmiany, zmiany!
I to wcale nie znaczy, że zamierzam rzucić pisanie i zostać lokalną prezenterką tv marketing. W życiu nigdy! To jakiś taki okres, w którym chcę próbować i sprawdzać nowe.

I tu idealnie wpisuje mi się ostatnio InstaStory, czyli krótkie nagrania na instagramowej „rolce” , w czasie których mogę chwilę popaplać, puścić to w świat, a po 24 godzinach cały ten content zniknie i poleci w kosmos. Z jednej strony szkoda: bo mogłabym z każdego takiego nagrania zrobić wpis 2k znaków na bloga, a z drugiej – rewelacyjnie, bo mogę sprawdzić się przed kamerą, pomacać, posprawdzać, i potem ta cała twórcza czy mniej twórcza zawartość – zniknie.

Jeśli masz ochotę posłuchać na video moich prób i błędów, przemyśleń itd. to zapraszam:)
Insta: https://www.instagram.com/aleksandra._.niedzielska/

I uwaga: bardzo niewiele materiałów z InstaStory wrzucam jednocześnie na relację na FB, czyli jeśli gdzieś tam obserwujesz mnie na FB, to nie zobaczysz tam tego, co nagrywam na Insta.
No ale i nie musisz, wszak InstaStory nagrywam dla siebie i swoich testów.

Poza tym można mnie tam zobaczyć nieuczesaną, zaspaną, rozmytą itd., więc… yyyy w gruncie rzeczy nie wchodź:)

Ale wracając do tematu:
dot Być może podobnie jak ja wolisz być „w tle”. Pisać, tworzyć, nie wychylać się za bardzo.
dot Być może boisz się kamery i tego jak ocenią Cię inni.
dot Być może jesteś świetny w rzeczach, które trzeba robić poza video. Możliwe, że robisz genialne prezentacje pdf, instrukcje, arkusze kalkulacyjne, bloga, systemy operacyjne, wordpressy itd.

I super, o to chodzi, żeby czuć się dobrze z tym co robimy dobrze.
Ale… może czasem masz taką dziką ochotę spróbować czegoś nowego?

I ok, jeśli tak: polecam InstaStory do prób nagrywania video:)
A jak Ci się znudzi to rzucisz w pizdu i vłała:) Gotowe.
.

Garść wstępniaczka z InstaStory:

parafkaUżywamy na smartfonie (Instagram do pobrania)
parafkaNagrywamy krótkie, kilkunastosekundowe filmiki, w których możemy „coś” przekazać światu.
parafkaFilmik ten albo obejrzą inni, albo nie 🙂
parafkaPo 24 godzinach filmik znika i już go nie ma. Pffff pofrunął!
parafkaW czasie gdy Twój materiał dociera do innych, możesz obserwować statystyki, zerkać kto ogląda i czy
parafkaWiększość osób za kilka godzin i tak zapomni, co gadałeś;) A plus jest taki, że możesz się pokazać z normalnej strony, czyli takim jakim jesteś, zestresowany, albo nie, energetyczny albo nie, typ wariata, czy typ spokojnego marudera itd.

parafkaPokazanie się ludziom na video bardziej ich do Ciebie przybliża: przynajmniej tych, którzy są „Twoim typem”, albo Ty jesteś „ich typem” i o to chodzi, żeby wokół Ciebie byli ludzie, którym pasujesz, a Ci , którym nie będziesz pasował – zwyczajnie sobie pójdą (kluczowe w marketingu rekomendacyjnym!)
parafkaKażde krótkie video można ohaszować, np. #biznes czy #spacer itd., i może ono dotrzeć do innych, zupełnie nieznanych Ci osób, które akurat obserwują ten hasztag

Ciekawe, dla mnie nowe, i mimo stresu – w fajny sposób inspirujące 🙂

A, i co ważne: w czasie ostatnich tygodni tego mojego nagrywania okazało się, że osoby, które znam z FB od lat, i z którymi dotąd na priv nawet nie rozmawiałam, nagle piszą na privie insta jakąś wiadomość, coś, i okazuje się, że fajnie się z nimi rozmawia, mimo że na FB nie było okazji, albo nie było „chemii”, albo w ogóle nie było Nic.
To Ci dopiero 🙂

3 komentarze

Pozostaw odpowiedź Aleksandra Niedzielska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.