Twoja Wartość z Facebooka ginie w czeluściach profilu

facebookKilka tygodni temu po bardzo ciekawej rozmowie z jednym ze znajomych postanowiłam uważniej przyjrzeć się temu, co dzieje się z „wartością”, jaką w celach biznesowych umieszczamy na naszych facebookowych profilach i fanpage’ach.

Wnioski niestety nie są zachwycające, ale wciąż w starciu z tym społecznościowym gigantem trudno wyobrazić sobie biznes w sieci bez niego.

 

Ale do rzeczy.

Każdy wpis, który publikujemy na swoim profilu (zakładając, że prowadzimy go w celach biznesowych/wizerunkowych itd.) ma za zadanie dotrzeć do jak największej liczby osób, wywołać ich reakcję, lub zwrócić uwagę na konkretny problem/wyzwania promując niejako osobę, która ten wpis umieszcza.

Wszystko byłoby piękne i oczywiste, gdyby nie to, że wpisy na facebooku należy umieszczać wg pewnych reguł i systematyczności, która wychwytywana przez „algorytmy” facebooka sprawia, że pewne wpisy pojawiają się w aktualnościach naszych znajomych częściej lub rzadziej.

Oględnie rzecz biorąc zasada jest taka, że jeśli dodajesz na FB 1 wpis dziennie, to jest to wpis stracony, gdyż dotrze do minimalnej liczby osób i nie można go nawet nazwać aktualizacją profilu. 5-7 wpisów dziennie to już co innego – facebook wyłapuje aktywność użytkownika i niejako bardziej promuje jego treści wśród innych.

Minus jest oczywisty:

Produkując na facebooku 5-7 wpisów dziennie, wrzucasz na niego tygodniowo czy miesięcznie ogromną wartość, która… po 2 dniach jest już zupełnie nieaktualna i za 3 tygodnie – dla przykładu, nikt już do niej nie dotrze. Jednym słowem – ta wartość ginie w czeluściach facebookowego profilu na wieki.

To tak, jakbyś pisał książkę, i po 2 dniach wywalał wcześniejsze strony i pisał dalej bez cofania się do początku.

Efekt? Nikt nigdy nie otrzyma od Ciebie „całości” przekazu, bo wystarczy, że ominie kilka dni i już te wpisy są nieaktualne, nie wraca się do nich.

Czy zdarzyło Ci się kiedyś przeczytać jakiś facebookowy profil od deski do deski, cofając się w czasie?

Jeśli tak, to jesteś znakomitym wyjątkiem, bo większość osób cofnie się 2-3 dni, w czasie których przeczyta np. 2 x 5-7 wpisów (w sumie 10-14) i dalej nie idzie, tylko skupia się na aktualnościach.

A to znaczy, że cała ta wartość, którą stworzyłeś wcześniej „znika” i w zasadzie po miesiącu możesz ją zacząć przeklejać od nowa…

Statystycznie:

  • 5-7 wpisów dziennie to:
  • 25-35 wpisów tygodniowo (bez sobót i niedziel)
  • 100-140 wpisów miesięcznie
  • 600-840 wpisów w ciągu pół roku
  • i… 1200- 1680 wpisów rocznie.

Gdybyś tyle samo dodawał na blogu, albo swojej stronie internetowej, to czy masz pojęcie jak potężny byłby to zasięg i jak „tłusty” jeśli chodzi o ilość wpisów byłby to blog? Można powiedzieć, że google oszalałby z radości.

I tu psikus: tych minimum 600 postów dodanych na Facebooku w ciągu pół roku nikt nigdy już nie zobaczy, bo nie cofnie się o tyle w czasie zjeżdżając myszką w dół Twojej tablicy.

Straszne? Spora strata treści.

Jeśli dodałbyś tyle na blogu to nawet po dłuższym czasie ktoś mógłby trafić na Twój wpis prosto z wyszukiwarki google – a więc nawet po latach każdy ten wpis mógłby mieć czytelników (a to zysk dla bloga i dla Ciebie). Ile razy szukałeś czegoś w google i trafiłeś na odpowiedź na jakimś blogu albo na jakimś często aktualizowanym forum? A ile razy poprzez google znalazłeś taką odpowiedź na facebooku, który jest przez właścicieli profili tak mocno aktualizowany?

No właśnie.

Pewnie nigdy.

Kolega zasugerował mi, że może warto byłoby dodawać na blogu taką ilość wpisów, którą i tak dodajemy codziennie na facebooku, a następnie wrzucać na FB linki do konkretnych tekstów na tymże blogu – czy są to artykuły krótkie, czy dłuższe. Wydawać by się mogło, że korzyść podwójna: facebook zyskałby te swoje 5-7 wpisów dziennie, i tyle samo zyskałby blog, więc wzrosłoby pole dotarcia do użytkowników i na FB i w google, i w czasie teraźniejszym (fb) i przyszłościowo (google).

Pewnie teraz przychodzi Ci do głowy to samo pytanie:

Tylko kto z facebooka będzie 5-7 razy dziennie wchodził specjalnie na bloga, żeby przeczytać Twój krótki tekst, skoro czytanie na fb jest wygodniejsze, szybsze i nie wymaga przechodzenia na inną stronę internetową?

I tu jest pies pogrzebany.

Dodatkowo też, samo wrzucenie wpisu na FB trwa krótko i jest do wykonania w kilka sekund. Blog to co innego – tu trzeba wypełnić odpowiednie pola, kategorie, All i one seo pack, tagi itd. itd. Trwa dłużej. A przy 5-7 wpisach dziennie to już w ogóle…

I znów klops.

Jak więc nie tracić na wieki tej kolosalnej ilościowo wartości, jaką wrzucamy na FB i umożliwić przyszłym czytelnikom/kontaktom/potencjalnym partnerom biznesowym jej odnalezienie?

Próbując wypośrodkować gdzieś tą metodę, wpadłam na pomysł, że może warto byłoby wrzucając posty na fb obserwować, które z nich mają największy odzew i budzą zainteresowanie, spisywać albo zrobić zrzut ekranu i nanieść je na listę „treści, które trzeba wstawić na bloga”. Po upływie kilku dni można by w ten sposób przygotowywać na bloga kolejne artykuły (tematy gotowe – inspirowane tym, co „podobało się” na fb) i po umieszczeniu ich na blogu… znów udostępnić je na facebooku. Błędne koło, ale wtedy ma to jakiś sens, bo pozwala dobrą wartość wstawić na bloga, na którym nic nie zginie tak, jak to się dzieje w przypadku facebooka.

A skoro wpisy na fb i tak przewalają się w ilościach ogromnych, to niejako powielenie ich po kilku dniach czy tygodniach w ogóle nie zostanie odebrane jako powtórzenie tematu.

Plusy:

  • Zyskujesz gotowe pomysły na nowe artykuły na bloga
  • Zwiększasz tempo blogowania i umieszczania na stronie nowych treści
  • Google bardziej „lubi” Twoją stronę, bo wszyscy wiemy, że Google kocha aktualizowane strony, a trupy bez aktualizacji cofa w wynikach wyszukiwania
  • Blog i Fb nie są wierną kopią siebie (pod stałych czytelników), bo wpisy o podobnym temacie dodawane są w różnym czasie
  • Twój blog rośnie w google jak na drożdżach
  • Większa szansa dotarcia do ludzi w przyszłości

Minusy:

  • Więcej roboty
  • Więcej pisania

Ale czy nie coś za coś?

Na koniec dodam tylko, że od kilku dni sama zapisuję sobie tematy, które warto opisać na blogu – na podstawie wpisów, które już wcześniej dodałam na FB i o których już pewnie nie pamiętacie.

Zgadza się?

Zginęły w czeluściach.

Wniosek jest taki, że aby nie tracić wciąż tego, co tworzysz na fb w ilościach masowych – trzeba te treści wykorzystać na blogu. A w każdym razie byłoby dobrze.

Tym sposobem za pół roku będzie się miało tekstowo nasycony blog, i znów będzie można z niego od czasu do czasu wyrzucić coś na FB.

Masło maślane, ale nowi czytelnicy biznesowego profilu facebookowego nie wiedzą przecież co napisałeś wcześniej, bo nie cofają się do czytania całości. Można zatem wykorzystać na fb to, co stworzyłeś wcześniej i co grzecznie czeka na blogu.

Co o tym myślisz? (aaaaaaa?)

6 komentarzy

  • Świetna konkluzja – FB można traktować jako „rozgrzewkę” przed pełnym wpisem na blogu lub – pisać na blogu, a na FB tylko generować ruch.

  • Olu, muszę Ci powiedzieć, że kocham Twojego bloga i chyba jestem mutantem, bo mnie się zdarza często wertować czyjeś profile od momentu powstania. Wiadomo, te profile, które mają wartość, a dla mnie takich profili na FB jest o 2 do 4 sztuk, nie więcej.
    Ten artykuł jest po prostu świetny i dzięki niemu wpadłam na pewien pomysł, który może usprawnić to, o czym piszesz, bo jako, że jestem „techniczna”, mam na podorędziu kilka technicznych rozwiązań.

    W razie czego podpowiem Ci na priv, a teraz idę testować. Buziaczki!

    • Aleksandra Niedzielska

      Wiolu, to ja w takim razie czekam na podpowiedzi – chętnie coś w tej materii usprawnię a, że Twoje techniczne talenty w sieci mi imponują, to chętnie zapukam po pomysły i wskazówki:)

  • Ola. Od dwóch tygodni myślałam o tym, że moja kreatywność na FB najzwyczajniej w świecie się marnuje. Dlatego zaczynam intensywniej pracować nad listą adresową i blogiem. Super artykuł.

    • Aleksandra Niedzielska

      Ewelina, no i tak musimy czynić, inaczej powstałe w głowach myśli i wrzucone na facebooka znikną za parę dni i tyle po nich… a przeglądających profile od A do Z, jak Wiola, myślę że jest baaardzo niewielu:)

  • Monika Masiul

    Świetny artykuł Ola 🙂 Brawooo 🙂

Ta strona nie zbiera adresów e-mail.
Do dodania komentarza wystarczy podpis/ksywka i sam komentarz :)

Dodaj komentarz


1) Podanie e-maila NIE jest wymagane do dodania komentarza.

2) Jeśli chcesz przy komentarzu zostawić link do swojej strony (nie mylić z czystym reflinkiem),
pamiętaj, że opublikuję go wyłącznie wtedy, jeśli komentarz będzie wartościowy, nie spamerski
i będzie miał min 300 znaków.
:)